Z toru na głos – Wywiad z Dawidem Zarembą #751
- KAMIL

- 22 lis 2025
- 6 minut(y) czytania
Dawid Zaremba #751 to jeden z najbardziej utalentowanych młodych zawodników polskiego motocrossu. Sezon 2025 był dla niego pełen emocji: starty w Polsce i za granicą, pierwsza propozycja dołączenia do niemieckiego teamu na ADAC MX Masters, tytuł mistrza klasy MX2 w kraju, a także walka z kontuzją ręki. Dawid opowiada o swoich najlepszych momentach, o tym jak radzi sobie ze stresem, jak wygląda jego przygotowanie i jakie marzenia chce spełnić w najbliższych latach.

Dawid, za Tobą sezon pełen emocji i wyzwań. Jak go podsumujesz? Co dało Ci w tym roku najwięcej satysfakcji, a co nauczyło pokory?
Sezon uważam za bardzo udany. Z każdym kolejnym startem czułem, że rozkręcam się coraz bardziej, że moja jazda nabiera pewności i płynności. Niestety kontuzja ręki pod koniec sezonu wykluczyła mnie z ostatniej rundy ADAC MX Masters, co było dla mnie ogromnym ciosem. Ale nie pozwoliłem, żeby to mnie zatrzymało – wystartowałem w finałowej rundzie AMIC Superpucharu i tam pokazałem, że potrafię walczyć mimo bólu. Największą satysfakcję dało mi jednak coś innego – pierwszy raz dostałem propozycję dołączenia do niemieckiego teamu na ADAC. To było dla mnie ogromne wyróżnienie i motywacja. Udało mi się skończyć całą serię na 10. miejscu, a w Polsce zdobyłem tytuł mistrza klasy MX2. To był sezon, który naprawdę mnie ukształtował.
Startujesz w dwóch klasach – MX Junior i MX Open. Jak wygląda dla Ciebie różnica między nimi? Gdzie czujesz się bardziej „u siebie”?
Większe flow mam w klasie MX2. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale tam jazda przychodzi mi bardziej naturalnie. W obu klasach lubię się ścigać, bo każda daje inne doświadczenia. Różnica polega głównie na zawodnikach – w MX Open rywalizuję z bardziej doświadczonymi, a w MX Junior mam okazję sprawdzić się na tle rówieśników. To dwa światy, które razem mnie rozwijają.

Czy pamiętasz moment w tym sezonie, który szczególnie zapadł Ci w pamięć – ten, który chciałbyś przeżyć jeszcze raz?
Najbardziej zapadł mi w pamięć Gdańsk i runda AMIC. To były dwa dni, dwie klasy i pełna dominacja – wygrałem obie czasówki i wszystkie cztery wyścigi. To uczucie, kiedy stoisz na najwyższym stopniu podium i wiesz, że zrobiłeś wszystko perfekcyjnie, jest nie do opisania. Jeśli chodzi o zawody zagraniczne, to na pewno Pietramurata we Włoszech – tam zdobyłem pierwsze duże punkty w Mistrzostwach Europy EMX125. No i ADAC w Dreetz, gdzie dwa razy przyjechałem na 6. miejscu. To były momenty, które pokazały mi, że mogę rywalizować na wysokim poziomie nie tylko w Polsce.
Twój numer startowy #751 to coś, co wielu kibiców już kojarzy. Skąd wziął się właśnie ten numer i czy ma dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie?
Mój aktualny numer startowy 751 wziął się stąd, że zawsze z nim startowałem w Mistrzostwach Europy. Pierwszy numer, z którym jeździłem, to 151 – wziął się znikąd, po prostu tak sobie kiedyś powiedziałem i tak zostało. W 2023 zmieniłem na 428, ale to zostawię jako zagadkę dla ciekawych. Moi znajomi na pewno wiedzą, o co chodzi. W 2025 stwierdziłem, że skoro byłem znany z 151, to wrócę do podobnego numeru – 751. Na razie zostaje, a co będzie dalej, zobaczymy.

Jak wygląda Twój tydzień między zawodami? Ile czasu zajmują Ci przygotowania, a ile regeneracja?
Kiedy mam trzy weekendy zawodów pod rząd, to poniedziałek jest dla mnie dniem wolnym. Potrzebuję wtedy oddechu i regeneracji. Od wtorku do czwartku trenuję, ale nie są to bardzo mocne jednostki – raczej takie, które pozwalają utrzymać rytm i przygotować ciało bez przeciążenia. W piątek wyjazd na zawody. To rutyna, która daje mi równowagę między pracą a odpoczynkiem.
Na torze często widać, że jesteś skupiony i spokojny, nawet w trudnych sytuacjach. Jak radzisz sobie ze stresem i presją przed startem?
Stres to najgorszy wróg zawodnika. Na zawodach skupiam się na sobie i swoich wyścigach, dlatego często chodzę zamknięty w sobie – lubię analizować różne informacje, układać plan. Jestem już na takim etapie kariery, że potrafię zapanować nad stresem. Staram się wyluzować, żeby nie jechać spięty. Motocross to dla mnie też zabawa – jeśli nie czerpiesz radości z jazdy, to tracisz coś ważnego.
Były momenty, kiedy coś nie szło po myśli – np. awaria motocykla podczas treningu. Jak reagujesz w takich chwilach?
Największa awaria w tym roku przydarzyła mi się w Lipnie – po drugim kole mój wyścig się zakończył. Byłem wtedy bardzo zły, ale starałem się zachować spokój. Złość wyładowałem na pracy – umyłem motor, wyciągnąłem silnik i przygotowałem drugi motocykl na następny dzień. To była moja odpowiedź na problem. I właśnie w drugim dniu udało mi się wygrać zawody. Pierwszy dzień poszedł w niepamięć, a ja pokazałem, że potrafię się podnieść.

Zawodnicy często mówią, że motocross to sport, w którym sukces zależy nie tylko od umiejętności, ale też od charakteru. Jakie cechy Twoim zdaniem najbardziej pomagają w tym sporcie?
Motocross nie jest łatwym sportem. Potrzebna jest technika, kondycja, ale przede wszystkim chęć i wiara w siebie. Bez tego nie ma mowy o sukcesie.
Masz za sobą starty na wielu torach w Polsce. Czy masz taki, który jest dla Ciebie szczególny – może przez atmosferę, trasę albo ludzi?
Dużo torów w Polsce lubię, ale jeśli miałbym wybrać jeden, to Gdańsk. To mój domowy tor, czuję się tam jak u siebie. Mam swoich kibiców, którzy mnie wspierają i naprawdę słychać ich doping. To daje ogromną energię.
Jak wygląda Twoje przygotowanie fizyczne poza motocyklem? Masz swój ulubiony sposób treningu zimowego?
Po sezonie zwiększam ilość treningów rowerowych i intensywniej ćwiczę na siłowni. To czas, kiedy mogę popracować nad kondycją i siłą, żeby w kolejnym sezonie być jeszcze lepiej przygotowanym.

Motocross to sport, który wymaga też dużego zaangażowania finansowego i logistycznego. Kto pomaga Ci w tym wszystkim i wspiera w startach?
Motocross zdecydowanie nie jest tanim sportem. Każdy wyjazd, każdy trening, przygotowanie motocykla – to wszystko kosztuje i bez wsparcia sponsorów nie byłbym w stanie rywalizować na takim poziomie. Dlatego ogromne podziękowania kieruję do moich sponsorów, którzy wierzą we mnie i inwestują w moje starty. To dzięki nim mogę rozwijać się i walczyć o kolejne cele. Ważną rolę odgrywają też trenerzy i kibice – ich obecność i doping naprawdę dodają mi siły. Ale największe wsparcie mam od rodziców. To oni od samego początku stoją za mną, pomagają w logistyce, finansach i motywują, kiedy jest ciężko. Bez nich nie byłoby tego wszystkiego.
Kiedy zaczynałeś swoją przygodę z motocrossem – pamiętasz moment, w którym pomyślałeś: „To jest to, chcę to robić na poważnie"?
Na motor usiadłem pierwszy raz w wieku 6 lat, w maju, na Yamahe PW50. Pamiętam, że na początku bardzo się bałem – dźwięk silnika był dla mnie przerażający i nie chciałem w ogóle wsiadać. Ale w końcu się przełamałem i to był moment, który zmienił wszystko. Nie pamiętam dokładnie chwili, kiedy pomyślałem, że chcę to robić profesjonalnie, ale wiem, że motocross od razu mnie wciągnął. Z czasem stał się moją codziennością i pasją, której nie wyobrażam sobie porzucić.

Jak oceniasz poziom polskiego motocrossu wśród juniorów? Czy czujesz, że konkurencja rośnie z roku na rok?
Na pewno poziom polskiego motocrossu rośnie z roku na rok i to widać na każdym kroku. To bardzo dobrze, bo dzięki temu możemy lepiej pokazać się za granicą. Kiedy zawodnicy z Polski prezentują wysoki poziom, to przyciąga też rywali z innych krajów, którzy chętniej przyjeżdżają się z nami ścigać. Konkurencja wśród juniorów jest coraz mocniejsza, co mnie cieszy – bo im wyższy poziom, tym większa motywacja do pracy i rozwoju.
W tym sezonie ścigałeś się z wieloma naprawdę mocnymi zawodnikami. Kto był dla Ciebie największym wyzwaniem na torze – i dlaczego właśnie on?
Ciężko mi wskazać jednego zawodnika, bo chłopaki z topki naprawdę dają gazu. Każdy z nich jest wymagającym rywalem i każdy wyścig to nowe wyzwanie. To właśnie ta
różnorodność sprawia, że motocross jest tak emocjonujący – nigdy nie wiesz, kto akurat będzie miał swój dzień i kto zmusi Cię do sięgnięcia po maksimum możliwości.

I na koniec – o czym marzy Dawid Zaremba? Co chciałbyś osiągnąć w tym sporcie w najbliższych latach?
Największym marzeniem jest dostać się do fabrycznego teamu i zdobyć tytuł mistrza świata. To cel, który mnie napędza i który mam zawsze z tyłu głowy. Ale wiem też, że trzeba iść krok po kroku. Dlatego na najbliższy czas moim celem jest walka o podium w ADAC MX Masters. To dla mnie realny etap, który może otworzyć drzwi do jeszcze większych możliwości. Motocross to droga pełna wyrzeczeń, ale też ogromnych emocji – i właśnie dla tych emocji warto marzyć i walczyć.

Dawid Zaremba #751 to zawodnik, który pokazuje, że motocross to nie tylko sport, ale droga pełna pasji, determinacji i marzeń. Jego sezon 2025 był dowodem na to, że ciężka praca i konsekwencja prowadzą do sukcesów — zarówno w Polsce, jak i na arenie międzynarodowej.
💬 Jeśli podoba Ci się ten wywiad w serii Z toru na głos — zostaw like lub komentarz. Niech motocross dociera do coraz większej liczby ludzi, a Twój głos będzie sygnałem, że warto to robić.








Komentarze