Droga do (mojego) pierwszego MXGP
- KAMIL

- 22 lip
- 4 minut(y) czytania
Za kilka dni po raz pierwszy w życiu pojadę na rundę Mistrzostw Świata MXGP. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że właśnie ten wyjazd będzie najważniejszym wydarzeniem w mojej fotograficznej przygodzie. Dzisiaj patrzę na to trochę inaczej. Im bliżej wyjazdu do czeskiego Loket, tym częściej zamiast myśleć o samych zawodach, wracam pamięcią do drogi, która mnie tam zaprowadziła.

Kilkanaście lat temu kupiłem swój pierwszy aparat. Powód był bardzo prosty – grałem wtedy w piłkę nożną i chcieliśmy mieć fajne zdjęcia z meczów B-klasy. Ktoś robił je moim aparatem, ale efekty nie do końca mnie przekonywały. Pomyślałem wtedy: „A może sam spróbuję?”. Nie przypuszczałem, że ta z pozoru błaha decyzja zostanie ze mną na tyle lat.
Później pojawił się motocross. Trafiłem na zawody Cross Country, gdzie zobaczyłem przy pracy Ozo. Znaliśmy się już wcześniej, ale dopiero wtedy dowiedziałem się, że fotografuje motocross i jest jednym z najlepszych fotografów tej dyscypliny w Polsce. Nie pamiętam momentu, w którym świadomie postanowiłem, że będę fotografował właśnie ten sport. Po prostu zacząłem wracać na kolejne zawody. Atmosfera, ludzie, dźwięk silników, kurz i wszystko to, co dzieje się wokół toru sprawiło, że motocross wciągnął mnie bez reszty.
Potem życie, jak to życie, napisało własny scenariusz. Rodzina, dzieci i codzienne obowiązki sprawiły, że aparat na kilka lat trafił do szafy. Nie dlatego, że przestałem kochać fotografię. Po prostu były rzeczy ważniejsze. Kiedy jednak dzieci podrosły, wróciłem do swojej pasji. Najpierw nieśmiało – treningi pit bike, później treningi motocrossowe, pierwsze zawody i kolejne wyjazdy. Bardzo szybko zrozumiałem, że wróciłem dokładnie tam, gdzie zawsze chciałem być.
Przez ostatnie trzy lata często zastanawiałem się, czego właściwie nauczył mnie motocross. Na początku wydawało mi się, że uczę się robić lepsze zdjęcia. Później zrozumiałem, że tak naprawdę uczę się fotografii. Wieczorami godzinami siedziałem przed komputerem, próbując zrozumieć światło, kolory i obróbkę. Szukałem własnego stylu. Pamiętam moment, kiedy przestałem bać się przekrzywionego kadru. Jeszcze wcześniej byłem przekonany, że horyzont zawsze musi być idealnie prosty. Z czasem odkryłem, że fotografia nie polega na sztywnym trzymaniu się zasad, ale na świadomym ich wykorzystywaniu.
Co ciekawe, nigdy nie uczyłem się motocrossu w taki sposób, w jaki wielu mogłoby sobie wyobrażać. Nie analizowałem przejazdów klatka po klatce. Nie rozrysowywałem torów ani nie zastanawiałem się godzinami, w którym miejscu zakrętu zawodnik będzie wyglądał najlepiej. Motocross po prostu zacząłem czuć. Trudno mi to wytłumaczyć. Z każdym kolejnym wyjazdem coraz częściej wiedziałem, kiedy nacisnąć spust migawki. Nie dlatego, że wszystko wcześniej zaplanowałem. Po prostu ten moment przychodził naturalnie.
Ostatnie miesiące uświadomiły mi jednak coś jeszcze.
Wyjazd na zawody na Słowacji i przygotowania do mojego pierwszego MXGP sprawiły, że zacząłem patrzeć na motocross inaczej. Nadal uwielbiam zdjęcia motocykli pokonujących zakręty, efektowne skoki i momenty, w których kurz unosi się za zawodnikiem. To właśnie takie kadry sprawiły, że zakochałem się w fotografii motocrossowej.
Coraz częściej mam jednak wrażenie, że są one tylko częścią znacznie większej historii.
Zacząłem dostrzegać rzeczy, które wcześniej po prostu mi umykały. Mechaników pracujących do późnych godzin. Rodziców, którzy poświęcają swój czas, pieniądze i energię, żeby ich dzieci mogły stanąć pod taśmą startową. Emocje zawodników tuż przed wyjazdem na tor i ciszę, która często pojawia się po zakończonym biegu. Zauważyłem, że motocross nie kończy się na pierwszym zakręcie i nie kończy się na mecie.
To świat ludzi, których kibice często nawet nie dostrzegają.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że zdjęcie motocykla w zakręcie jest tylko ostatnim kadrem dużo większej opowieści. Ta historia zaczyna się dużo wcześniej w garażu, przy busie, w warsztacie, przy stole, gdzie planowany jest kolejny wyjazd. To godziny przygotowań, setki litrów paliwa, zużyte opony, nieprzespane noce i tysiące kilometrów pokonywanych po to, żeby przez kilkanaście minut walczyć na torze.
I chyba właśnie to zaczyna mnie fascynować najbardziej.
Mam wrażenie, że fotografia również dojrzewa razem z fotografem. Na początku uczysz się obsługi aparatu. Potem światła, kompozycji i obróbki. Z czasem zaczynasz wyczuwać odpowiedni moment. Ale przychodzi też chwila, kiedy przestajesz szukać wyłącznie dobrego zdjęcia. Zaczynasz szukać historii.
Fotografia, przynajmniej dla mnie, dawno przestała być tylko naciśnięciem spustu migawki. To nie jest wyłącznie dobrze ustawiony aparat, odpowiedni obiektyw czy idealnie złapany moment. To nauka cierpliwości, pokory i uważności. To nauka patrzenia. A może przede wszystkim nauka o sobie i o tym, jak z czasem zmienia się sposób, w jaki postrzegamy świat.
Im bliżej wyjazdu, tym bardziej uświadamiam sobie jeszcze jedną rzecz. Przez chwilę wydawało mi się, że droga do MXGP zależy tylko ode mnie. Wystarczy chcieć, napisać kilka wiadomości i pojechać. Rzeczywistość szybko pokazała, że wcale nie jest to takie proste. Był moment, kiedy usłyszałem odmowę i wydawało się, że cały plan zakończy się, zanim na dobre się zaczął.
Wtedy wydarzyło się coś, co chyba jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że motocross tworzą przede wszystkim ludzie. Kilka osób poświęciło swój czas, napisało wiadomości, wykonało telefony i zrobiło wszystko, żeby mi pomóc. Nie dlatego, że musieli. Po prostu chcieli.
Być może właśnie dlatego ten wyjazd do Loket jest dla mnie tak ważny.
Za chwilę ruszę w drogę do mojego pierwszego MXGP. Jeszcze niedawno myślałem, że jadę tam po zdjęcia. Dzisiaj mam wrażenie, że jadę przede wszystkim po doświadczenie. A jeśli wrócę z Loket nie tylko z dobrymi kadrami, ale również z nowym spojrzeniem na fotografię i motocross, to będzie to najcenniejsza pamiątka z tej podróży.
To dopiero początek tej historii. Niebawem wyruszę do Loket, a po powrocie wrócę tutaj, by podzielić się z Wami tym, co zobaczyłem, czego nauczył mnie ten wyjazd i jakie historie udało mi się opowiedzieć za pomocą zdjęć. Mam nadzieję, że będziecie wtedy ze mną.





Komentarze