top of page

Mistrzostwa Polski wróciły. I wygląda na to, że wróciły na serio!

  • Zdjęcie autora: KAMIL
    KAMIL
  • 14 maj
  • 3 minut(y) czytania


Po rocznej przerwie ponownie usłyszeliśmy nazwę „Mistrzostwa Polski” przy bramce startowej. Dla jednych był to po prostu kolejny weekend wyścigowy, dla innych długo wyczekiwany powrót najważniejszego krajowego cyklu. Jednak już od pierwszych godzin spędzonych w Piekoszowie było czuć, że te zawody mają w sobie coś więcej niż zwykłą rundę sezonu.

Nowy tor przygotowany specjalnie pod Mistrzostwa Polski, obecność władz miasta, orkiestra grająca hymn Polski przed rozpoczęciem rywalizacji wszystko to budowało atmosferę wydarzenia, które od samego początku chciało pokazać, że polski motocross znowu chce grać o coś większego.

I szczerze? Jeśli ten projekt będzie rozwijał się właśnie w tym kierunku, podpisuję się pod nim obiema rękami.

Już na pierwszy rzut oka było widać, że organizatorzy chcieli zadbać nie tylko o sam sport, ale również o oprawę całego wydarzenia. Tor został przygotowany naprawdę solidnie, a liczne elementy marketingowe sprawiały, że zawody momentami wyglądały bardziej jak duży międzynarodowy event niż standardowa krajowa runda. Banery sponsorów, bramki Red Bulla czy Przeglądu Sportowego ustawione przy skokach dodawały całemu obiektowi charakteru, a z perspektywy fotografa robiły ogromną różnicę. Nagle praktycznie każde zdjęcie zaczynało wyglądać jak wyjęte z motorsportowego magazynu.

I właśnie takie detale budują odbiór zawodów.

Oczywiście nie wszystko było perfekcyjne, ale trudno oczekiwać, że nowy projekt od pierwszej rundy będzie działał bez najmniejszego potknięcia. Organizacyjnie zdarzyło się kilka sytuacji, które bardziej wywoływały lekki uśmiech niż realnie wpływały na odbiór imprezy. Chociażby moment, w którym zapowiedziano wciągnięcie flagi Polski na maszt, po czym okazało się, że… masztu jeszcze nie ma. Podobnie wyglądała dekoracja zawodników, gdzie mikrofon stracił zasięg dokładnie w miejscu ustawienia podium i spiker przez chwilę musiał radzić sobie praktycznie własnym głosem.

Są to jednak rzeczy, które można bardzo szybko poprawić przy kolejnych rundach. Mocnych projektów nie buduje się przecież w jeden weekend. Potrzeba czasu, doświadczenia i spokojnego wyciągania wniosków po każdej imprezie. Najważniejsze jest to, że widać kierunek i chęć stworzenia czegoś większego niż tylko kolejnych zawodów w kalendarzu.

Mimo że na starcie pojawiło się 116 zawodników i zabrakło chociażby klasy MX Open, co na pewno podniosłoby frekwencję oraz poziom sportowy, to same wyścigi potrafiły dostarczyć naprawdę sporo emocji. Bardzo dobrze oglądało się walkę Macieja Więckowskiego z Kubą Barczewskim, gdzie tempo i agresja jazdy praktycznie do samego końca trzymały kibiców w napięciu. Równie ciekawie wyglądał wyścig z udziałem Kuby Celeja, Bartka Parki i Michała Valyavskiego, który przez sporą część biegu kontrolował sytuację z dużą przewagą.

Jednym z najbardziej widowiskowych momentów całego dnia był jednak wyścig Romana Gwiazdy. Problemy z bramką startową sprawiły, że musiał przebijać się praktycznie z końca stawki, ale sposób w jaki odrabiał kolejne pozycje i tempo, które narzucił rywalom, zrobiły ogromne wrażenie. To były właśnie te momenty, dla których ludzie przychodzą oglądać motocross.

Kibiców w Piekoszowie zdecydowanie nie brakowało.

Dawno nie widziałem aż tylu ludzi przy taśmach podczas krajowych zawodów motocrossowych. I był to bardzo dobry znak, pokazujący że po rocznej przerwie ludzie zwyczajnie byli spragnieni powrotu Mistrzostw Polski. Taka frekwencja niesie jednak również dodatkową odpowiedzialność. Momentami dało się zauważyć osoby podchodzące za blisko zakrętów czy skoków tylko po to, żeby zrobić zdjęcie telefonem. W motorsporcie wygląda to widowiskowo, ale jednocześnie potrafi być bardzo niebezpieczne zarówno dla kibiców, jak i zawodników.

Osoby fotografujące motocross regularnie wiedzą, gdzie można się poruszać i jak przewidywać zachowanie motocykli na torze. Przypadkowi widzowie często nie mają tej świadomości, dlatego przy tak dużych wydarzeniach kontrola nad strefami dla kibiców będzie jednym z ważniejszych elementów do dopracowania w przyszłości.

Mimo wszystko po tym weekendzie zostało przede wszystkim bardzo pozytywne wrażenie. Nawet po 26 godzinach praktycznie bez snu wyjazd o pierwszej w nocy, powrót o trzeciej nad ranem  trudno było żałować choćby chwili spędzonej na tych zawodach.

Bo właśnie po takich wydarzeniach człowiek przypomina sobie, dlaczego w ogóle zaczął jeździć z aparatem na motocross. Chodzi o emocje, atmosferę, ludzi i poczucie, że uczestniczy się w czymś, co dopiero zaczyna pisać nowy rozdział.

Przed sezonem sam miałem sporo obaw dotyczących powrotu Mistrzostw Polski. Dzisiaj jednak widzę, że ten projekt naprawdę ma potencjał. Oczywiście nadal potrzeba czasu, cierpliwości i spokojnego rozwoju, ale jeśli kolejne rundy będą szły właśnie w tym kierunku, to jestem spokojny o przyszłość motocrossu w Polsce.

Bo czasami naprawdę warto pamiętać, że nie od razu zbudowano coś dużego. I być może właśnie jesteśmy świadkami początku czegoś, co za kilka lat będzie wyglądało jeszcze lepiej niż dziś. 🏁














 
 
 

1 komentarz

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
Oceniono na 5 z 5 gwiazdek.

Podzielcie sie swoimi odczuciami będzie mi bardzo miło!

Polub

© 2035 by Zoe Marks. Powered and secured by Wix

bottom of page